Czy GMO wchodzi do nas tylnym wejściem?
NGT, patenty na nasiona i pytanie, kto będzie kontrolował początek naszego łańcucha żywnościowego
Przez lata konsumenci nauczyli się skrótu GMO. Temat wzbudzał ogromne emocje, ale przynajmniej był rozpoznawalny. Dziś do europejskiego prawa wchodzi nowe pojęcie czyli NGT – New Genomic Techniques, czyli nowe techniki genomowe.
Brzmi nowocześnie, precyzyjnie i naukowo. I rzeczywiście – technologie takie jak ukierunkowana mutageneza czy cisgeneza pozwalają zmieniać materiał genetyczny roślin znacznie dokładniej niż wiele starszych metod. Ale właśnie dlatego warto zadać pytanie, które może brzmieć prowokacyjnie:
Czy GMO nie wraca do europejskiego rolnictwa tylnym wejściem – pod nową nazwą i na nowych zasadach?

Nie jest to jedynie gra słów. Nowe unijne rozporządzenie samo definiuje roślinę NGT jako genetycznie zmodyfikowaną roślinę uzyskaną poprzez określone techniki, przy czym dla części z nich ustanawia znacznie łagodniejszy reżim prawny niż dla GMO znanego dotychczas.
Rozporządzenie UE 2026/1388 zostało przyjęte 17 czerwca 2026 r. i będzie stosowane od 17 lipca 2028 r. Do tego czasu obowiązują dotychczasowe przepisy dotyczące GMO. Gov.pl
Co właściwie się zmienia?
Nowe przepisy dzielą rośliny NGT na dwie zasadnicze grupy.
NGT kategorii 1 mają obejmować rośliny, których określone zmiany genetyczne uznano za równoważne zmianom możliwym do uzyskania naturalnie lub konwencjonalną hodowlą. Po przejściu procedury weryfikacyjnej takie rośliny nie będą podlegały większości wymogów prawa GMO.
NGT kategorii 2 to bardziej złożone modyfikacje. Tutaj pozostają m.in. ocena ryzyka, zezwolenia, identyfikowalność i oznakowanie podobne do GMO. Rośliny tolerujące herbicydy oraz produkujące znane białka owadobójcze zostały wyłączone z kategorii 1. Gov.pl
I właśnie w kategorii NGT-1 zaczyna się najważniejsza dla konsumenta zmiana. Materiał siewny i rozmnożeniowy ma być oznaczony „NGT-1”. Rolnik będzie więc wiedział, z czym ma do czynienia. Natomiast gotowa żywność i pasze pochodzące z NGT-1 nie będą już musiały posiadać takiego oznaczenia. Gov.pl
I tu pojawia się pierwsze fundamentalne pytanie:
Skoro informacja jest wystarczająco ważna dla rolnika kupującego nasiona, dlaczego nie ma być równie ważna dla konsumenta kupującego żywność?
Nie trzeba być przeciwnikiem biotechnologii, żeby domagać się odpowiedzi. Prawo do informacji nie oznacza automatycznie stwierdzenia, że dana technologia jest niebezpieczna. Konsument może chcieć dokonać wyboru z powodów ekonomicznych, środowiskowych, technologicznych czy etycznych.
Obietnica brzmi bardzo atrakcyjnie, ale to droga do uzależnienia...
Zwolennicy NGT wskazują na potencjalnie ogromne korzyści. Dzięki nowym technikom mają powstawać odmiany odporniejsze na suszę, choroby i inne stresy środowiskowe, lepiej wykorzystujące wodę i składniki pokarmowe oraz wymagające mniejszych ilości nawozów i środków ochrony roślin. Takie cele wskazują zarówno Komisja Europejska, jak i polskie Ministerstwo Rolnictwa. Gov.pl
Top Agrar przywołuje analizy, według których w określonych przypadkach odporne odmiany mogłyby znacząco ograniczyć zużycie fungicydów – np. w ziemniakach odpornych na zarazę czy jabłoniach odpornych na parcha. TopAgrar
Trudno się dziwić, że dla rolnika takie argumenty brzmią zachęcająco.
Mniej oprysków.
Mniej nawozów.
Mniejsza podatność na suszę.
Stabilniejsze plony.
Tylko że rachunku ekonomicznego nie można kończyć na kosztach nawozu i środków ochrony roślin. Trzeba zadać kolejne pytanie:
A ile będzie kosztowało nasiono? Czy cena będzie stabilna? Gdzie w tym wszystkim jest prawo konsumenta do informacji?
Nasiona są początkiem wszystkiego
Podczas przygotowywania tego materiału usłyszeliśmy od osoby związanej ze Stowarzyszeniem Polska Wolna od GMO zdanie:
„Największym naszym narodowym skarbem są nasiona. Kto ma nasiona, ten kontroluje żywność.” To mocne stwierdzenie, ale trafia w bardzo ważny punkt. Łańcuch żywnościowy nie zaczyna się w supermarkecie. Nie zaczyna się nawet w piekarni, młynie, masarni czy tłoczni. Zaczyna się od nasiona, ziemi i rolnika. Jeżeli chcemy mówić o polskiej żywności, polskich surowcach i bezpieczeństwie żywnościowym, musimy pytać nie tylko, gdzie wyprodukowano chleb czy sok, ale również:
kto jest właścicielem materiału siewnego, jakie prawa patentowe są z nim związane i na jakich zasadach rolnik może z niego korzystać?
Stowarzyszenie Polska Wolna od GMO od lat zajmuje się tematyką GMO i NGT i kierowało w tej sprawie petycje do polskich władz, w tym do Prezydenta RP i Ministerstwa Klimatu. Organizacja reprezentuje stanowisko zdecydowanie krytyczne wobec deregulacji NGT. BIP Ministerstwa
Polska może odczuć tę zmianę mocniej niż inne kraje
To szczególnie istotne w Polsce, ponieważ wielu rolników nadal korzysta z własnego materiału siewnego.
Według danych IHAR-PIB przytoczonych przez Top Agrar kwalifikowany materiał siewny stanowił w 2025 r. 20,1% nasion zbóż używanych do siewu w Polsce, a po uwzględnieniu mieszanek – 19,4%. Jednocześnie 86% kwalifikowanego materiału dostępnego w sezonie 2024/2025 zostało wyprodukowane w Polsce. To ważna informacja. Nowe prawo nie nakazuje rolnikom kupowania NGT. Trzeba to powiedzieć wyraźnie. Ale prawo to jedno, a mechanizmy rynkowe to drugie. Już dziś wiemy że duża część warchlaków nie pochodzi z polskich źródeł, więc czy wieprzowina która jest z nich później wychodowana jest polska czy zagraniczna? Czy mięso i wyroby mogą być oznaczone "Produkt Polski"?
Jeśli za kilka lub kilkanaście lat najbardziej odporne, plenne albo najlepiej dostosowane do warunków klimatycznych odmiany będą coraz częściej powiązane z patentami i licencjami, rolnik może stanąć przed wyborem: korzystać z własnego materiału i pozostawać mniej konkurencyjnym albo kupować nową technologię i coraz mocniej wiązać się z właścicielem materiału siewnego.
To nie będzie formalny przymus. Może nim jednak zostać presja ekonomiczna.
Top Agrar cytuje w tym kontekście europosła Waldemara Budę, który ostrzega przed możliwością wzrostu kosztów zakupu nasion oraz większą zależnością polskich gospodarstw od dużych producentów materiału siewnego. To jego ocena polityczna, nie przesądzony skutek regulacji, ale opiera się na realnym problemie patentów i struktury rynku. TopAgrar
Patenty – właśnie tutaj zapala się lampka ostrzegawcza
Gdyby ryzyko koncentracji własności technologii było całkowicie wydumane, nowe rozporządzenie nie musiałoby poświęcać mu tak wiele uwagi.
A jednak przewidziano:
- publiczne informacje o patentach dotyczących roślin NGT,
- mechanizmy dobrowolnego licencjonowania,
- kodeks postępowania dotyczący dostępu do opatentowanego materiału biologicznego,
- monitorowanie wpływu patentów na rolników, hodowców i konkurencję,
- ocenę, czy europejski sektor hodowlany ma uczciwy i rozsądny dostęp do opatentowanego materiału.
To nie jest dowód na istnienie tajnego planu wielkich korporacji. Ale jest to bardzo mocny dowód na coś innego:
sama Unia uznaje problem koncentracji patentów i dostępu do materiału siewnego za wystarczająco poważny, aby tworzyć mechanizmy jego monitorowania.
Polskie Ministerstwo Rolnictwa również wprost przyznaje, że środowisko hodowców obawia się opłat licencyjnych oraz zdominowania rynku nasiennego przez duże firmy będące właścicielami patentów. Gov.pl
I właśnie tutaj zaczyna się pytanie o prawdziwą cenę „tańszego rolnictwa”.
Tańszy oprysk, droższe nasiono?
Załóżmy, że nowa odmiana rzeczywiście wymaga mniej fungicydów. Rolnik oszczędza. Ale jeśli równocześnie: musi regularnie kupować materiał siewny, płaci opłatę licencyjną, korzysta z odmiany należącej do globalnego właściciela patentu, a alternatywne odmiany stają się z czasem mniej konkurencyjne, to czy rzeczywiście staje się bardziej niezależny? A może zamienia jeden koszt na drugi?
Jeszcze ważniejsze jest pytanie strategiczne:
Czy oszczędzając na chemii rolniczej, nie możemy w przyszłości zapłacić utratą części niezależności nad materiałem siewnym?
To nie jest jeszcze przesądzony scenariusz. Ale właśnie dlatego należy o nim dyskutować przed przebudową rynku, a nie po niej.
A co z argumentem o bezpieczeństwie?
Tutaj artykuł musi być uczciwy również wobec argumentów drugiej strony.
Europejski Urząd ds. Bezpieczeństwa Żywności EFSA ocenił, że dla rodzajów i liczby zmian kwalifikujących rośliny do kategorii NGT-1 nie zidentyfikował dodatkowych zagrożeń w porównaniu z konwencjonalnymi metodami hodowli. EFSA uznała naukowo za uzasadnione traktowanie takich roślin jako równoważnych z konwencjonalnymi pod względem podobieństwa zmian i potencjalnego ryzyka. EFSA
To ważny argument i nie powinniśmy go przemilczać. Jednocześnie istnieją środowiska naukowe i organizacje społeczne domagające się szerszej zasady ostrożności, większej identyfikowalności oraz utrzymania oznakowania dla konsumentów. I właśnie dlatego dyskusja nie powinna wyglądać tak:
„NGT jest bezpieczne, więc koniec rozmowy” albo „NGT jest GMO, więc musi być niebezpieczne”. Prawdziwy problem jest znacznie szerszy. Dotyczy własności, patentów, dostępu do nasion, prawa konsumenta do informacji i przyszłej struktury rolnictwa.
Ciekawa sprzeczność - równoważne z konwencjonalnymi, ale zakazane w rolnictwie ekologicznym
NGT-1 mają być traktowane podobnie jak rośliny konwencjonalne. Jednocześnie zarówno NGT-1, jak i NGT-2 będą wykluczone z rolnictwa ekologicznego. Gov.pl
Można więc zapytać: jeśli technologia jest całkowicie równoważna z hodowlą konwencjonalną, dlaczego system ekologiczny ma pozostać od niej wolny? Prawo oczywiście może mieć w tym zakresie inne cele niż sama ocena toksykologiczna – np. zachowanie zasad produkcji ekologicznej czy oczekiwań konsumentów. Ale jest to kolejny przykład pokazujący, że NGT nie są tematem, który da się zamknąć jednym hasłem.
Dlaczego Stowarzyszenie Rzemieślnik w ogóle zajmuje się tym tematem?
Bo dla nas rzemiosło spożywcze nie zaczyna się w pracowni producenta. I choć nie mamy jeszcze teraz wpływu na to jakie ziarno będzie zasiane pod produkcję mąki i chleba to łączy się to w szerokim aspekcie "Filozofii Rzemiosła" jako plan na nasze przetrwanie i wszelkie bezpieczeństwa związane ze zdrowiem, żywnością i silnym społeczeństwem.
Rzemiosło w gruncie rzeczy zaczyna się dużo wcześniej.
Od polskiej ziemi.
Od polskiego rolnika.
Od nasiona.
Od jakości surowca.
Jeżeli piekarz ma produkować dobry chleb, musi mieć dobrą mąkę. Jeżeli młynarz ma produkować dobrą mąkę, potrzebuje dobrego ziarna. A jeżeli rolnik ma dostarczać dobre ziarno, musi mieć realny dostęp do nasion i możliwość wyboru sposobu produkcji. Bezpiecznej dla konsumenta.
Dlatego suwerenność żywnościowa, skracanie łańcuchów dostaw i niezależność od wielkiego przemysłu są bezpośrednio związane z rynkiem nasiennym. Nie możemy z jednej strony mówić o lokalności, a z drugiej całkowicie ignorować pytania, kto kontroluje pierwszy element całego systemu.
Czy GMO wchodzi tylnym wejściem?
Odpowiedź nie jest zero-jedynkowa.
NGT nie są tym samym co klasyczna transgeneza polegająca na wprowadzaniu genów z niespokrewnionych gatunków. NGT-1 dotyczą zmian, które według unijnego modelu mogą odpowiadać zmianom możliwym również naturalnie lub w tradycyjnej hodowli. Gov.pl
Z drugiej strony nowe rozporządzenie samo definiuje NGT plant jako genetycznie zmodyfikowaną roślinę, a następnie dla kategorii 1 tworzy prawne wyłączenie z większości zasad stosowanych wobec GMO. Dlatego tytułowe pytanie jest wg nas całkowicie zasadne. Nie jako oskarżenie. Jako pytanie o kierunek zmian.
Czy pod hasłami: innowacyjności, mniejszej ilości środków ochrony roślin, odporności na klimat i konkurencyjności rolnictwa nie budujemy jednocześnie systemu, który może w przyszłości zwiększyć rolę patentów, licencji i największych właścicieli technologii nasiennych? I czy konsument nie powinien mieć prawa wiedzieć, że jego żywność pochodzi z takiej rośliny?
Co wiemy na pewno?
Nowe prawo zacznie być stosowane 17 lipca 2028 r.; NGT-1 przejdą procedurę weryfikacji, ale nie będą podlegały większości zasad GMO; nasiona NGT-1 będą oznaczane, natomiast gotowa żywność nie; NGT-2 pozostaną objęte oceną ryzyka i znakowaniem; NGT nie będą dopuszczone do produkcji ekologicznej; a problem patentów został uznany za na tyle poważny, że nowe przepisy przewidują specjalny system przejrzystości i monitorowania ich wpływu na rolników i hodowców. Gov.pl
To są fakty.
Reszta jest pytaniem o to, jak ten system będzie wyglądał za 10 czy 20 lat. I właśnie teraz jest czas, żeby to pytanie zadawać.
Nasze stanowisko
Stowarzyszenie Rzemieślnik nie zamierza prowadzić wojny z nauką ani z nowymi technologiami. Technologia często może rozwiązywać realne problemy, np. w dostępnie "mechanicznych rąk" do pracy w rolnictwie. Ale technologia nie może być wymówką dla ograniczenia transparentności ani budowania modelu gospodarczego, w którym producent traci kontrolę nad podstawowym zasobem swojej działalności. Z jakiegoś powodu GMO nie są dopuszczone do obrotu w UE, dlaczego więc podobna technologia ma być nagle stosowana? Co się zmieniło?
Chcemy rolnictwa nowoczesnego i ekologicznego ale również niezależnego.
Chcemy innowacji, ale nie kosztem podejmowania ryzyka dla zdrowia konsuemntów.
Chcemy polskiej żywności, której łańcuch zaczyna się od rolnika, a nie od właściciela globalnego patentu.
Dlatego będziemy wracać do tematu NGT. Będziemy rozmawiać z naukowcami, rolnikami, organizacjami społecznymi i przedstawicielami branży nasiennej. Bo niezależnie od poglądu na samą technologię jedno jest pewne: kto kontroluje nasiona, ma ogromny wpływ na przyszłość żywności.
A żywność jest zbyt ważna, abyśmy zaczęli się tym interesować dopiero wtedy, gdy nie będzie już czego zmieniać.